Szukaj:Słowo(a): Wśród nocnej ciszy głos

"Annie"

W tym roku wszystkie dla mnie sa smutne... :(



Ej, Smutasie, a wiesz, że "Wśród nocnej ciszy" można śpiewać na 2 głosy?
Jeden śpiewa kolędę a drugi ..."Pije Kuba do Jakuba" ;-))

fata

P.S. Idziesz ze mną na rower? Dorwałam się do wigilijnego jedzenia jak
uciekinier z Oświęcimia ;|

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi...

| kurwa
| chujki
| jebane
| chujkami
| kurwa
| Chlew.
- gównojadzie,
- tępy ryju,
- elektorat wąsatych wsiarzy i roboli,
- niech ktoś tę sukę zatłucze,
- przeklęta suka
- tego łajna [...] ścierwojada,
- czerwona dziwko,
- bydła pisowskiego
- cuchniesz
- śmierdzisz jak łajza z dworca
- Deutschland, Deutschland uber alles!



Tom


...za oknem piętnuję. Jakaś banda nawalonych gości wydziera mordy
krzycząc "Wśród nocnej ciszy" (po prostu drąc ryja, bez melodii).



Żule przemówiły ludzkim głosem? Pewnie z Pasterki wracaja. A jutro
zaczna koledowac i zbierac dudki ;)

W nadesłanym nam cyrografie z dnia 2005-12-25 11:58, Hikikomori San

Żule przemówiły ludzkim głosem? Pewnie z Pasterki wracaja. A jutro
zaczna koledowac i zbierac dudki ;)



W sensie własne płucka wyplute przy ryczeniu "Wśród nocnej ciszy"? ;

Do izby wszedł stary baca  Ewa Pocierznicka i powiedział swoją góralską
gwarą:

| Żule przemówiły ludzkim głosem? Pewnie z Pasterki wracaja. A jutro
| zaczna koledowac i zbierac dudki ;)

W sensie własne płucka wyplute przy ryczeniu "Wśród nocnej ciszy"? ;



LOL :D
Jak Ty elegancko potrafisz każdego wypunktować... :D



| ...za oknem piętnuję. Jakaś banda nawalonych gości wydziera mordy
| krzycząc "Wśród nocnej ciszy" (po prostu drąc ryja, bez melodii).

Żule przemówiły ludzkim głosem? Pewnie z Pasterki wracaja. A jutro
zaczna koledowac i zbierac dudki ;)



"Bóg się rooodzi, moc truchleje.
Dajcie wódki bo trzeźwieję..."


| widać niektórym się coś pomieszało .. kolędować przed sylwestrem ?
| Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
| MILIICJJAAA!!!
Szwagier mojej ciotki kiedyś zapodał tak:
Wśród nocnej ciiiiszy... fruwają myszyyy



Cha! wiele się nie pomylił, z Rosyjska nietoperka
lietuściają myszą zwą właśnie...
.
Przybieżeli do Betlejem ...

D D G A
1. Przybieżeli do Betlejem pasterze,
D D G A
grając skocznie Dzieciąteczku na lirze.

D H7
Ref: Chwała na wysokości,
e A7
chwała na wysokości,
D G A D A D
a pokój na ziemi.

2. Oddawali swe ukłony w pokorze
Tobie, z serca ochotnego, o Boże!

3. Anioł Pański sam ogłosił te dziwy,
których oni nie słyszeli, jak żywi.

4. I Anieli gromadami pilnują,
Panna czysta wraz z Józefem piastują.

5. Poznali Go Mesyaszem być prawym,
narodzonym dzisiaj Panem łaskawym.

6. My Go także Bogiem, Zbawcą już znamy
i z całego serca wszyscy kochamy.

Wśród nocnej ciszy ...
E fis7 H7 E gis cis7 E7 fis H7 E
1. Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
Wstańcie, pasterze, Bóg się wam rodzi
E cis7 fis H7
Czym prędzej się wybierajcie,
Do Betlejem pośpieszajcie,
E cis7 fis H7 E
Przywitać Pana.

2. Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie,
Z wszystkimi znaki, danymi sobie.
Jako Bogu cześć Mu dali,
A witając zawołali,
Z wielkiej radośc1.

3. "Ach witaj, Zbawco; z dawna żądany,
Tyle tysięcy lat wyglądany!
Na Ciebie króle, prorocy,
Czekali, a Tyś tej nocy -
Nam się objawił".

4. I my czekamy na Ciebie, Pana,
A skoro przyjdziesz na głos kapłana.
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osłoną,
Chleba i wina.

To ja może zaśpiewam kolędę

Wśród nocnej ciszy
głos się rozchodzi
wstańcie Legiony
arka nadchodzi
Weźcie pałki i zapałki
podpalimy stadion arki
wedle rozkazu*

* - tekst ten niema na celu nikogo obrazić, po prostu wyraża mój świecki stosunek do świąt
ok ja zaczne wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi wstańcie kibice legia nadchodzi bo gdyby legia grać umiała toby z ruchem nie przegrała w wielkiej radości poszli znaleźli kibica w rowie sprężyna w dupie bo gdyby legia grać umiała toby z ruchem nie przegrała w śrud wielkiej radości.Umieszczajcie inne śmieszne piosenki o klubach piłkarskich mam nadzieje że temat się rozwinie.poZdro All
ok ja zaczne wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi wstańcie kibice legia nadchodzi bo gdyby legia grać umiała toby z ruchem nie przegrała w wielkiej radości poszli znaleźli kibica w rowie sprężyna w dupie bo gdyby legia grać umiała toby z ruchem nie przegrała w śrud wielkiej radości.Umieszczajcie inne śmieszne piosenki o klubach piłkarskich mam nadzieje że temat się rozwinie.poZdro All


Jak już zakładasz temat śmieszne piosenki to nie wstawiaj przeróbki piosenki , marnej przeróbki.
Jeśli chodzi o przyśpiewki to tylko te bez przekleństw i "obrażania" innych klubów nadają sie do publikacji bo reszta jest denna i prosta jak budowa cepa.
W sumie to niektóre są nawet fajne więc .,... wysilać sie chętnie poczytam.
Iskra opole rox ^^
Samych radosnych chwil i pogody ducha życzę Moi Drodzy w ten Dzień Szczególny

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
Wstańcie, pasterze, Bóg się nam rodzi!
Czym prędzej się wybierajcie,
Do Betlejem pośpieszajcie
Przywitać Pana.

Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie
Z wszystkimi znaki danymi sobie.
Jako Bogu cześć Mu dali,
A witając zawołali
Z wielkiej radości:

Ach, witaj Zbawco z dawna żądany,
cztery tysiące lat wyglądany
Na Ciebie króle, prorocy
Czekali, a Tyś tej nocy
Nam się objawił.

I my czekamy na Ciebie, Pana,
A skoro przyjdziesz na głos kapłana,
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osłoną
Chleba i wina.

A zauważyliście, że w wielu kolędach jest nawiązanie do Golgoty?
Weźmy np. wspomnianą przez Lavinię kolędę "Bóg się rodzi". W drugiej zwrotce śpiewamy:
"Niemało cierpiał, niemało
żeśmy byli winni sami"
Albo w "Pójdźmy wszyscy do stajenki":
"Coś się narodził tej nocy,
byś nas wyrwał z czarta mocy"
I znowu w "Maleńki Jezu":
"Maleńki Jezu przychodzisz zbawić świat
Bo na nim ciągle tak wiele jeszcze zła"
"Narodził się Jezus Chrystus":
"I my także chwałę dajmy Dzieciątku Temu,
Jako Panu nieba, ziemi, Zbawcy naszemu."
"Dzisiaj w Betlejem":
"Choć w stajeneczce, choć w stajeneczce Panna Syna rodzi,
Przecież On wkrótce, przecież On wkrótce ludzi oswobodzi.
Chrystus się rodzi, nas oswobodzi..."
"Przybieżeli do Betlejem pasterze":
"My Go także Bogiem, Zbawcą już znamy,
I z całego serca wszyscy kochamy."
I wreszcie "Wśród nocnej ciszy":
"I my czekamy na Ciebie, Pana,
A skoro przyjdziesz na głos kapłana.
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osłoną, chleba i wina."

A odwrotnie (tzn. w pieśniach postnych czy wielkanocnych) aluzji do Bożego Narodzenia brak. No może poza "Raduj się nieba królowo"
To teraz będzie trudno. Jaki zespół to kowerował i nie chodzi mi o nic typu punk kolędy.

Wśród nocnej ciszy
Głos się rozchodzi
Wstańcie pasterze
Bóg się wam rodzi
Czym prędzej się wybierajcie
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać pana
Przywitać pana
Czym prędzej się wybierajcie
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać pana
Przywitać pana
Wśród nocnej ciszy
Głos się rozchodzi
Wstańcie pasterze
Bóg się wam rodzi
Czym prędzej się wybierajcie
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać pana
Przywitać pana
QUANTA NA MERA AMIGOS LOS SENIORITAS!!!

Brygida Dzida, to moze nie, ale kiedyś sie przerzuciliśmy na "Tacz mi! Tacz mi!" I wtedy ja śpiewam podstawowe: Tacz mi! Tacz mi! Aj łonna fil jor badi!, a nasz gladiator w odpowiednim momęcie wchodził z: It's nekst tu majn!, takim fajowym basowym głosem:D:D:D

Poza tym Paprotek ostatnio śpiewa hymn korpusu marines pod melodie "Wśród nocnej ciszy"

Śrut z lufy piszczy, gas się unosi!
Wstać, sam nie wstanie - ktoś go podnosi!
Czem prędzej sie rozbrajajcie,
gnatów w gaciach nie chowajcie - Marines nadchodzi!

Poszli, znaleźli - trupy w okopie
Wszystkich, do nogi, złożymy w grobie
Jakem Marines znasz mą wolę
Niedobitych zapierdolę - Marines nadchodzi!

Oż ty talibie - zdrajco jebany!
Tyle tysięcy kul wystrzelamy!
Ku chwale wszelkiej przemocy!
Podpalimy Irak w nocy! - Marines nadchodzi!

Ludzie w miastach maja fajna mine:D:D:D Ale to jeszcze nie to, jak ze sklepu w podskokach, radośnie wybiega Poziomek machając ochoczo rękami i zaczyna śpiewać z uśmiechem na twarzy:

[pod melodię "Bóg iśe rodzi, moc truchleje"

Krew się leje! Wróg truchleje! Nasz berserker nieskończony!!!

--
"Mniejsze zło, większe zło. Nie ma czarnego i białego - jesteśmy my i nasze czyny, a je oceni historia".

Poziomek.
Post był edytowany przez autora dnia 08 25 2005 o godzinie 00:38
A mnie się zdarzają modulacje w liturgii. Zwłaszcza w przypadku krótszych pieśni. Na przykład Chrystus Wodzem Chrystus Królem: zaczynam w D-dur, drugi raz tak samo, kończąc VIobn z małą septymą - czyli dominantą z nowej tonacji, Es-dur. Jeśli jest taka potrzeba, gram potem modulację i ciąg dalszy jest śpiewany w E-dur. To tylko przykład, ale jeśli się dobrze zagra, ludzie będą śpiewali.

Lubię też zmienić tonację przechodząc do trzeciej zwrotki 'Wśród nocnej ciszy', dodaję jeszcze jakiś głos i śpiew jest rzeczywiście z wielkiej radości - jak w tekście
Lubię też zmienić tonację przechodząc do trzeciej zwrotki 'Wśród nocnej ciszy', dodaję jeszcze jakiś głos i śpiew jest rzeczywiście z wielkiej radości - jak w tekście

Też tak czynię i to nie tylko w kolędach np. w Bądźże pozdrowiona" i tu podzielam zdanie o radości a także pragnę zauważyć, że śpiew staje się żywszy. Zmiany tonacji( oczywiście w miarę rozsądku stosowane) bywają również bardzo efektowne w pieśniach wielkanocnych z pominięciem sekwencji w wersji starszej gdzie występuje melodia chorału "Christus ressurexit"

[ Dodano: 2008-09-30, 15:55 ]
Pierwsze co rzuca się w oczy to niewygodne tonacje.
np:
Gdy się Chrystus rodzi D-dur
Anioł Pasterzom F- dur
Bóg się rodzi D-dur
Wśród nocnej ciszy G- dur
Bądźże pozdrowiona G -Dur
Bracia patrzcie jeno A - dur
W krzyżu cierpienie A- dur

Po co wydaje się tak monumentalne dzieło, skoro organista zmuszony jest do obniżania tonacji !? Papieru żal.

E, no bez przesady. Tonacje nie są wcale aż tak tragiczne. Wszędzie maksymalnym dźwiękiem jest d2, a to leży w skali każdego głosu (oczywiście w męskiej transpozycji mówimy o d1). Ja np. nie wyobrażam sobie grać "Bóg się rodzi" niżej. To w ogóle zaburzałoby charakter tej kolędy.
"Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi", radość wielka nastała, gdyż narodził się nam Zbawiciel Jezus Chrystus :-)) Życzę Ci, aby nowonarodzone dziecię przyniosło Tobie i Twoim najbliższym wiele radości pośród trudności dnia codziennego, miłości w każdej chwili życia i szczęścia zjednoczenia z Bogiem po wieczne czasy.
Wsrod nocnej ciszy glos się rozchodzi,

wstancie kibice Wisla (Widzew) nadchodzi,

wezcie palki, kije, mlotki i rozpieprzcie te cholote.

W pelnej radosci 2x

Poszli znalezli Wislakow w rowie,

morda strzaskana to.............

hm...........jak to dalej leci?

[ Dodano: 2006-01-02, 00:10 ]
do tych piosenek to jeszcze było coś takiego:

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
Wstańcie kibice, Wisła nadchodzi!
Czym prędzej się wybierajcie,
na stadiony pospieszajcie,
przywitać Wisłę!Przywitać Wisłę!

Poszli, znaleźli, trenera w rowie.....
iiiiii kurczze dalej nie pamiętam ale coś tam, że zabrali mu kasę, sprali go czy coś takieo
1. Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
wstańcie, pasterze, Bóg się wam rodzi.

|: Czym prędzej się wybierajcie,
do Betlejem pośpieszajcie
przywitać Pana. : |

2. Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie
z wszystkimi znaki, danymi sobie.

|: Jako Bogu cześć Mu dali,
a witając zawołali
z wielkiej radości: : |

3. Ach witaj, Zbawco, z dawna żądany,
tyle tysięcy lat wyglądany.

|: Na Ciebie króle, prorocy
czekali, a Tyś tej nocy
nam się objawił. : |

4. I my czekamy na Ciebie Pana,
a skoro przyjdziesz na głos kapłana,

|: Padniemy na twarz przed Tobą,
I wierząc, żeś jest pod osobą
chleba i wina. : |

bobek pisze...
widać niektórym się coś pomieszało .. kolędować przed sylwestrem ?



Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
MILIICJJAAA!!!


| widać niektórym się coś pomieszało .. kolędować przed sylwestrem ?
Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
MILIICJJAAA!!!



Szwagier mojej ciotki kiedyś zapodał tak:
Wśród nocnej ciiiiszy... fruwają myszyyy
Chani

| Noc podjechała mercedesem

A dlaczego nie syrenką? Hę? ;-)

| ktoś wysiadł, trzasnął z rozmachem drzwiami
| i obudził ptasią orkiestrę
| a dyrygentem był kot zakichany.
| Jakież te wszystkie małe gardziołka
| przez księżyc, lato rozstrojone!
| Łik łiiiik - na nieszczęśliwą w miłości
| i cztery proszki przeciwbólowe.
| Ptaszenie myśli! Opierzanie
| tapet sypialni, poręczy łóżka:
| piórka na zdjęciach, nocnej szafce,
| piórka na palcach w uszach
| i w uszach.

| A ona właśnie składała myśli
| próbujac wszystko zacząć inaczej
| kiedy mercedes, kot, orkiestra
| i uwertury ćwiercze i gdacze.
| Składała myśli, drżeniem dłoni
| odprowadzała je do szafy
| obok koszuli białej po nim
| a tu: mercedes! kot! i ptaki!

| Biedne jest serce dziewczyny nocą
| wśród tylu głosów niesamotnych
| zapłakać nie ma do nikogo,
| z innym się sercem niepokoić.
| Bić!  bić i dudnić! przestraszone
| bo ktoś wysiadł z nocy - może po nie?
| Biedne jest serce dziewczyny nocą
| jak dzwon bez celu rozdudnione...

| Dopiero rankiem ścichły ptaki
| aby nie płoszyć w trawach rosy
| i tylko szyby w słońcu drżały
| kiedy mercedes w dal się toczył.
| Bolesnie, wysoko nad gniazdami
| ponad blokowisk tępe wieże
| rósł nowy dźwięk i ostrzał -
| tuliły się do siebie jeże
| w miejskich ogrodach.

Przyznam, żem pod wielkim wrażeniem Twojej, Marku, formy!
Warto bylo (swoją lichotą) zainspirować powyższe Dzieło.

--

Jerz (pozdrawia) :-)



Spodobała mi się ta noc jeżdżąca "Mercedesem". :-) Spróbowałem i ja...
Serdecznie pozdrawiam!
Andrzej

dżungla

zajechała noc mercedesem
chwiejąc się trzasnęła drzwiami
drzazgi chowając w kieszeń
ruszyła krętymi schodami

przerwała ciszy zasłonę
krzyk z echem razów się zmieszał
kłębią się myśli szalone
brakuje w płucach powietrza

księżyc dostrzegł nóż w ręku
on także nie spał tej  nocy
zbudził go odgłos dźwięków
ludzie ratunku pomocy

Andrzej

Hello,

wśród nocnej ciszy wiatraczek szumi:

...

... Chwaliłeś się czego to nie możesz osiągnąć w Magellanie...



 Raczej chciałem pokazać Amigę od nieco innej strony.... to co
opisywałem już od ponad 3 lat jest możliwe na Amidze z
Magellanem...

I do tego masz jak najbardziej
prawo. Ale cała reszta dyskutantów ma także jakieś prawa, np.
do zbijania Twoich argumentów, udowadniania, że się w tym, a
tym mylisz. Skoro można udowodnić że takie "bajery" jakie
opisujesz w przypadku Magellana są osiągalne w linuksie, a
jeżeli nie są to znaczy że można ten sam efekt uzyskać nieco
inaczej, to w czym Ci uchybialiśmy?



 Ależ w niczym ! Skąd takie przypuszczenia ? Odebrałem po prostu
całą dyskusję jako ścieranie się z Linuxem... nie pamiętam żeby
odezwał się choć jeden głos informujący o podobnych
możliwościach pod Windows czy MacOS na przykład...

Jeśli pokazaliśmy Ci (znowu to "my"... - chyba marzy mi się
korona...;) że w takich, a takich momentach się mylisz, to też
źle? To znaczy że większość (wcale nie taka znowu wielka) ma
klapki na oczach?



 Mhm... ciężko Was przekonać do czegoś innego... w 3/4 przypadków
odpowiedź brzmiała, że można coś podobnego zrobić ale przepisu
konkretnie jak raczej nie zauważyłem...

Chodzi mi (między innymi) o to, że z założenia dyskusja wymaga
"przeciwników", jak wyjdziesz z czymś, to czy od razu wszyscy
mają się z Tobą zgodzić?



 Wcale tego nie oczekuję... raczej rozsądnych, konkretnych,
zrozumiałych dla wszystkich  argumentów...

- Jeśli tak to dyskusja nie miałaby
sensu, a faktem jest że większość dyskutantów uwielbia się
kłócić.... ;-)



 Trolle ? :))

A i tak osiągnąłeś swoje. Wcale duża liczba
dysputantów i (tylko) "podglądaczy" dowiedziała się że istnieje
(nadal) nieco więcej OS-ów niż 3 wiodące (TM) ... :-)



 Zawsze to jakieś osiągnięcie ! :)  

      Pozdrawiam

               Darek

Xmas powered by Cisco ?

Wsrod nocnej ciszy glos sie rozchodzi,
Wstancie routery IOS wam wchodzi...

eh
w tym kontekście tekst "wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi" nabiera znaczenia
w tym kontekście tekst "wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi" nabiera znaczenia


ludzie: Wśród Nocnej Ciszy Głos Się rozchodzi...
no kolędy sa fajne. a najbardziej Tiesto's Club Life xD. świruje, najlepsza jest chyba wśród nocnej ciszy. ( wśród nocnej ciszy głos sie rozchodzi.wstańcie kibice pogoń nadchodzi.bierzcie kije , karabiny rozpierdolcie wszystkie gliny... xD )
Rzecz chyba w tym, iż od pewnego czasu niemal cały przemysł muzyczny ogarnęła wszechwładna komercja.

Przez ostatnich 15-20 lat pojawiło się na rynku muzycznym tysiące tzw. "gwiazd" które tak naprawdę nigdy tymi gwiazdami nie były.
Do tego także w ostatnich latach powstało wiele studiów muzycznych które na siłę zaczęły poszukiwać i promować złowione przez siebie gwiazdy.
Dziś na scenę bardzo często trafia młodzież złowiona niejednokrotnie niemal na ulicy.

Niestety, zdecydowana większość z nich, bardziej nadaje się do tańca na lub przy rurze w podrzędnym Pubie, niż na scenę koncertową z której niejednokrotnie owe "gwiazdy" katują nas bezlitośnie swoim beztalenciem.

Co zrobić w takiej sytuacji?....ano trzeba koniecznie zastosować jakowąś wystrzałową oprawę danej "gwieździe", szczególnie tej, której głos niemal do złudzenia przypomina niedomknięte, skrzypiące drzwi.

Najprostszym chwytem przyciągającym uwagę jest oczywiście popularna golizna z dużą dawką elementów sexu.
Ileż to razy było tak, że niejeden widz nie miał zielonego pojęcia o tym, kto i co śpiewał ?...ale co się napatrzył na owe zgrabne ...no te...no...wiecie?....tego już nikt nie był mu w stanie odebrać - i tak pozostaje właściwie do dziś.

Ja osobiście często wolę słuchać piosenek nieoglądając ich wykonawców (wykonawczyń).
Jest to przede wszystkim zdrowe dla mojej wyobraźni...no i ani mnie nie starszy wówczas swoim wyglądem i zachowaniem żadna "gwiazda" , ani nie denerwuje, ani też nie prześladuje.

A owo moje zachowanie wzięło się stąd, że kiedyś przypadkowo zasiadłem przed telewizorem i równie przypadkowo zobaczyłem, jak to nasza (na szczęście zgasła już) "gwiazda" muzyki Disco Polo o pseudonimie artystycznym "Shaza", śpiewając kolędę pt. "Wśród nocnej ciszy" - usiłowała tańczyć.
Pamiętam, że już na wstępie ekran telewizora przysłoniły mi dzidy, siekiery i halabardy które miałem w oczach z wściekłości.

Dzisiejsze gwiazdy "śpiewające" w otoczeniu półnagich panienek lub panów z "tytanowymi" torsami właściwie niczym się od tej Shazy w znakomitej większości nie różnią.

Pozdrawiam.
...wśród nocnej ciszy,

...głos się rozchodzi,

...MILICJA!!!!!

...Miłych Świąt & H.N.Year (siostry i bracia grzybnięci)

p.s: do zobacz. w n. pojawie"08 (mam nadzieję że jeszcze będą lasy)...a nie blokowiska

Pa!
*Dzień chylił się ku końcowi, ale armia nie zwalniała. Nawidoczniej chcieli jaknajszybciej dotrzeć do celu. Tymczasem na jednej ze skalnych półek położonych wysoko stało pięć postaci. Wyszystkie opatulone grubymi szatami, które rozwiewał mroźny wiatr.Jeden z nich górował nad wszystkimi, a jego odzienie było koloru nocnego nieba. Magiczne runy zdawały sie być gwaizdami iskrzącymi się na owym materiałowym niebie. Tylko ta postać posiadała laskę, na której wspierała się całym ciałem.

- JA to bym zbliżył się jaknajbliżej i walnął z ognistej kuli... W sam środek i na początek... - powiedziała najniższa z postaci.
- Głupiś Grestol, powinniśmy z bezpiecznej odległości wywołać jakiś czar i zasiać zamęt, o to nam właśnie chodzi - odezwała się inna postać.
- Można połączyć te dwie sprawy, ale musi nam wystarczyć mocy, aby powrócić zanim ktokoliwek na nas wpadnie. Pamiętajcie też, że musimy przenieść się, ażspowrotem do czerepu. - powiedział jeszcze inny głos. Chwilę ciszy przerwał jeszcze inny głos, na któego dźwięk pozostała czwórka wstrzymała oddech.
- Schenestr ma rację. Musimy oszczędać siły i niezapomnieć o naszym celu. Ja i Stopor zajmiemy się 'ognistą burzą' wy miotacie po dwie ogniste kule i wtedy uciekamy. Wszystko jasne? - zapytał ów głos. Najprawdopodobniej uznał kolejną falę ciszy jako potwierdzenie.

Wiewiórka zniknełą wśród gałęzi drzew, gdy pojawili się magowie. Przeniesli się dokładnie 300 metrów przed kolumną na małym wzniesieniu obrośniętym wysokimi ciernistmi krzakami. Krasnolud mruknął jakieś przekleństwo pod nosem, ale nie wyraził żadnego sprzeciwu co do przedzierania się przez te ciernie. Cała piątka zgodnieruszyła ku skrajowi gąszczu. Dotarli tam po paru minutach i paru siarczystych przekleństw krasnoluda.Ustawili się w jednym rządku wychylając przez krzaki tylko głowy. Oprócz szaty Rezyndusa reszta zlewała się świetnie z otoczeniem. Porozumiewajac sie bez słowa pozwolil, aby żołnierze Namiestnika zbliżyli się jeszcze o 100 metrów, więc ryzyko wykrycia radykalni wzrosło. W tym momencie w górę wzbiła się jedna ognista kula. Za nią niemal automatycnie następna, potem trzecia identyczna do poprzednich. Leciały cały czas w zwyż, aby w pewnym momenice ostro zmienić kąt i niemal prostopadle do ziemi uderzyć w szeregi wroga.*
Oprawcy spojrzeli po sobie z niekrytym rozbawieniem.
"O proszę, a to ciekawa odpowiedź." odparł ten maltretujący czuprynę i szczękę bohatera "Ktoś tu chyba nie rozumie w czym problem." dodał teatralnym głosem.
Pozostała dwójka zaśmiała się cicho. Drow po lewej stornie, bliżej otwartego okna uniósł do góry miecz, który Errdil natychmiast rozpoznał jako swoją własną broń. Ten fakt utwierdził łowcę w przekonaniu, iż nie ma on obecnie żadnej broni w zasięgu ręki. Może poza sztyletem, który właśnie powędrował w okolice jego szyi.
To trzeci z drowów przyłączył się do zabawy. Sadystyczny wyraz tej twarzy zakrawał nieco o szaleństwo. Nie dodawało to zbytnio otuchy.
"O to chodzi larwo ! Nic nie zrobiłeś, nie zrobiłeś tego, o co grzecznie poprosił cię właściciel Piechura !"
Wrzask tego, zapewne nie do końca zdrowego na umyśle drowa mógłby z pewnością obudzić sąsiadów w pokojach.
I tak właśnie zrobił.

Zarówno Vesard jak i Sirion nagle zbudzili się z niezbyt wygodnego, acz leczniczego snu. O ile ten pierwszy nie miał pojęcia co właściwie go zbudziło, ten drugi miał nieco lepsze punkty odniesienia.
Errdil znajdował się tuż za ścianą, dość cienką ścianą. Wśród panującej ciszy przeplatanej nikłymi odgłosami z sali poniżej, zdołał Sirion dosłyszeć pewne odgłosy, a nawet niektóre słowa poprzedzone łupnięciem w ścianę.
"...Piechur...Dol'Galair.....nami....enia..."

Drow z blizną na nosie zmienił uchwyt z włosów na koszulę na piersi bohatera. Uniósł go lekko, a następnie brutalnie wcisnął w ścianę przy łóżku. Uderzenie było niezwykle silne, być może nawet zakończyło się złamaniem któregoś z żeber. Łowca był zbyt zamroczony by to wyczuć.
"Nocny Piechur jest pod patronatem Dol'Galair ! Każdy kto podpadnie w jakiś sposób właścicielowi, ma z nami do czynienia !" wrzasnął tak, by zmroczony lekko bohater dobrze go zrozumiał. Następnie przybliżył twarz do twarzy łowcy i syczącym szeptem dodał
"Jesteśmy by takie ścierwa jak ty nauczyć zasad rządzących miastem."
JA MAM TYLKO JEDEN SWIAT

D e

Kiedy w piatek slonce swieci

A7 D

Serce mi do gory wzlata

Ze w sobote wezme plecak

W podroz do mojego swiata.

D e

Ja mam tylko jeden swiat,

A D

Slonce, gory, pola, wiatr,

D7 e

Nic mnie wiecej nie obchodzi,

A D

Bom turysta sie urodzil.

Dla mnie w miescie jest za ciasno,

Wsrod pojazdow, kurzu, spalin,

Ja w zielona jade cisze,

W sciezki pelne slodkich malin.

Ja mam tylko jeden swiat...

Mysle lezac posrod kwiatow,

Czy w jeczmienia zlotym lanie,

Czy przypadkiem za pol wieku,

Cos z tym swiatem sie nie stanie.

Ja mam tylko jeden swiat...

Chcialbym, zeby ten moj swiat

Przetrwal jeszcze z tysiac lat,

Zeby mogly nasze dzieci

Z tego swiata tez sie cieszyc.

Ja mam tylko jeden swiat...

JAK (CUDNE MANOWCE)

C G

Jak po nocnym niebie sunace

F C

Biale obloki nad lasem

d

Jak na szyi wedrowca apaszka

C (G)

Szamotana wiatrem

C G

Jak wyciagniete tam powyzej

F C

Gwiazdziste ramiona wasze

d F C G

A tu sa nasze, a tu sa nasze.

C G

Jak suchy szloch w te dzdzysta noc

F C

Jak winny czy niewinny sumienia wyrzut

d F C (G)

ze sie zyje, gdy umarlo tylu, tylu, tylu

jak suchy szloch w te dzdzysta noc

jak lizac rany celnie zadane

Jak lepic serca w proch potrzaskane.

C G

Jak suchy szloch w te dzdzysta noc

F C

Pudowy kamien, pudowy kamien

d F

Ja na nim stane, on na mnie stanie

C C

On na mnie stanie, spod niego wstane

C G

Jak suchy szloch w te dzdzysta noc

F C

Jak zlota kula nad wodami

d F C

Jak swit pod spuchnietymi powiekami.

C G

Jak zorze mile sliczne polany

F C

Jak slonca piers, jak garb swoj niesc

d F

Jak do was siostry mglawicowe

C G

Ten zawodzacy spiew

C G

Jak biec do konca, potem odpoczniesz

F C

Potem odpoczniesz, cudne manowce

d F C

Cudne manowce, cudne, cudne manowce

TRATWA BLUES

C

Zbuduje sobie tratwe

G7 C

Poplyne rzeka w dol

F

Zbuduje sobie szalas

C

Na prerii posrod gor

D G

O blues jest wtedy (kiedy ?)

G7 C

Kiedy czlowiekowi jest z'le.

( x2)

W fotelu na biegunach

Bujalem sie nie raz

Choc ludzie mi mowili

Ze moge skrecic kark.

Przedwczoraj na mym polu

Grasowal jeden chrzaszcz

Dzis trzy tysiace chrzaszczy

Bawelne zzera ma.

Zabralem ja na tance

Tanczyla z nim nie raz

Po slubie przysiegala

ze ten to byl jej brat.

Przedwczoraj w mej zatoce

Grasowal jeden sledz

Dzis trzy tysiace sledzi

Pozera moja siec.

SIELANKA O DOMU (A jeśli dom będę miał...)

wyk: Wolna Grupa Bukowina

A h7 cis7 A7+ h7 E7 A7+

A jesli dom bede mial to bedzie bukowy koniecznie

h7 E7 cis7 G0 h7 E7

Pachnacy i sloneczny, wieczorem usiade wiatr gra

A A7 D9 E7

A zegar na scianie gwarzy

A7+ h7 Fis0

Dobrze sie idzie panie zegarze

h7 E7 e7 e9/6

Tik tak tik tak tik tak

h7 E

Swieca swierczy i mruga przewrotnie

A7+ h7 cis7 G0

Wiec puszczam oko do niej

h7 E cis7 G0

dobry humor dzis Pani ma,

h7 E A a4

Dobry humor dzis Pani ma.

A E

Szukam, szukania mi trzeba,

G D A A4

Domu gitara, i Piorem

A E

A gory nade mna jak niebo,

G dg d9/4 A A4 A

A niebo nade mna, jak gory.

Gdy glosy uslysze u drzwi, czyjekolwiek, wejdzcie poprosze

Jestem zbieraczem glosow, a dom moj lubi gdy

Smiech sciany mu rozjasnia

I gędźby lubi i piesni

Wpadnijcie na pare chwil

Kiedy los was zawiedzie w te strony

Bo dom moj otworem stoi

Dla takich jak wy

Dla takich jak wy

Szukam szukania mi ....

Zaprosze dzien i noc, zaprosze cztery wiatry

Dla wszystkich drzwi otwarte, ktos poda pierwszy ton

Zagramy na gory koncert

Bukow pora pachnaca

Nasiakna sciany gra

A zmeczonym wedrownikom

Odpoczac pozwola muzyka

Bo taki bedzie moj dom

Bo taki bedzie moj dom

Szukam, szukania mi ....
Takie tam kawałki:)

I.

"Anielski Gród"

Stoję u nieba wrót,
Anielski wyrasta tutaj gród,
Ciszę rozrywa nagle ton,
Dźwięczny koncert daje dzwon,
Wzywając umarłych z życia snu,
By stanęli tu – właśnie tu,
U zamku Boga bram,
Gdzie stoję samiuteńki, sam.

Cisza. Bramy niebiańskiej jęk,
Przestrzeń niby nóż rozrywa,
Chór anielski – jedyny dźwięk,
W pustce lśni i dusze porywa.

Wsiadają zmarli na Czarne Okręty,
Płynąc przez Styksu odmęty,
Odrzucają życie i wspomnienia,
Tracąc wreszcie swe brzemienia.

Lecz cóż za żywot ich czeka,
Wśród fontann i ogrodów,
Ruin starożytnych grodów,
Gdzie czas nie biegnie i nie ucieka?

Nie zaznają już ni miłości,
Ni nienawiści i złości,
Nie usłyszą innych tchnień,
Nie ujrzą ludzkich istnień.

Błąkać się będą,
Po kamiennych ulicach i pałacach,
Czekając aż nowi zmarli przybędą,
Gdy wezwie ich anielski chór,
Dzwonem, snem i trzepotem piór.

II.

"Ten martwy kraj"

Stoję przy babilońskim domu,
Nad brzegiem Tygrysu lśniącym,
Czekając na nadejście gromu,
Na złotym piasku gorącym.

Martwa rzeka, umarłych kraj,
Nikogo nie ma – to martwy raj,
Wszyscy pomarli, odeszli gdzieś,
Zostawiając tylko drzwi otwarte na oścież.

Martwe miasto, pusty gród,
Zimne ściany, zimny świat,
Opuścił go ludzki ród,
Zniszczył zaś – dotyk lat.

Nie ma już blank ni wież,
Gdzież są ci ludzie, gdzież?
Z grobu do nas wołają,
Lecz nadaremnie czekają.

My ich nie słyszymy,
Nie chcemy, nie potrafimy,
Nie ma już nic, już nawet cieni,
Na dnie rzeki Anioł-Nadzieja się mieni.

III. I to imo najsłabszy kawałek, ale go zamiesczę:)

"Głuche łańcuchy"

Grzmią w nocnej ciszy głuche łańcuchy,
Jęczą i trzeszczą stare mury zamczyska.
Podnoszą swe łby na dziedzińcu czarne psiska,
Usłyszawszy oddali listowia ruchy.

Biją gdzieś w oddali kościelne dzwony,
Bim, Bam, Bom – dziwne i straszne tony.
Niesie wiatr podniesione głosy,
Ważą się w ciemnościach kogoś losy.

Liście słychać szeleszczące,
Tupot i potem wrzaski słabnące.
Ktoś kogoś morduje, ktoś goni,
Milknie odgłos podków, rżenie koni.

Jeden z ogarów rusza ostrożnie stąpając,
Wzrokiem zimnym wokoło wodzi.
Reszta łbów na niego spogląda czuwając,
I patrząc jak ogar za bramę wychodzi.

Idzie psisko odważnie,
Nosem węszy, uchem strzyże.
I choć rozgląda się uważnie,
Niosą go daleko nogi chyże.

Czarne cielsko nagle zamiera,
Biednego psiska – zła strachu maniera.
Gdy ktoś na polną drogę wychodzi,
Swój to? Czy wróg też przychodzi?

Nie wie psisko biedne – patrzy więc biernie,
Jak ktoś zza krzaka wychodzi – słychać łańcuchy.
Kładzie się więc psisko na ziemi wiernie.
Oto bowiem pan wychodzi – słabe jego ruchy.

Ktoś wcześniej pobił, zamordował prawie,
Słania się człowiek, pada na suchą ziemię,
Wkrótce będzie już po sprawie,
Otoczyły człeka zimne śmierci cienie.

Wiatr szumieć przestaje,
Patrzy na psa martwa matka natura.
Patrzy i drwi – kupa skóry – to właśnie zostaje,
Z psa-obrońcy tchórz - nie kogut lecz kura.
Aby nie obarczać moich maluszków uczeniem się tekstów na Jasełka - kiedyś również posłużyłam się podobnym pomysłem... Dzieciaki przebrane za Aniołki śpiewały kolędy, a ja łączyłam to wszysko słowem...
Wyglądało to mniej więcej tak:
ANIELSKIE KOLĘDOWANIE

Narrator:
W dniu Bożego Narodzenia wszyscy wszystkim ślą życzenia. Pozwolicie drodzy, mili byśmy czas Wam uświetnili śpiewem co anielskim zwie się, który radość z sobą niesie. Radość z Świąt Bożego Narodzenia, gdy to ślemy piękne życzenia…

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
wstańcie, pasterze, Bóg się wam rodzi.

Czym prędzej się wybierajcie,
do Betlejem pośpieszajcie
przywitać Pana.

Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie
z wszystkimi znaki, danymi sobie.

Jako Bogu cześć Mu dali,
a witając zawołali
z wielkiej radości.

Narrator:
Aniołowie śpiewać mają, śpiewem, którym zachęcają – do dobroci, do radości, by wypędzić smutki, złości. Posłuchajcie proszę jeszcze, co zaśpiewać pragną wieszcze…

Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi,
ciemna noc w jasności promienistej brodzi.

Aniołowie się radują,
pod niebiosy wyśpiewują:
Gloria, gloria, gloria in excelsis Deo.

Narrator:
Mały Jezus w żłóbku leży, dosyć już mu zgiełku, gwaru teraz czas na kołysankę, taką spokojną anielską bajkę…

Lulajże, Jezuniu, moja perełko,
lulaj, ulubione me pieścidełko.

Lulajże, Jezuniu, lulajże, lulaj,
a Ty Go, Matulu, w płaczu utulaj.

Narrator:
Śpiewać każdy może, czy to anioł, czy też inne stworzenie Boże. Dziś w Betlejem rozchodzi się Wesoła Nowina, powiększyła się Święta rodzina. Jako chór aniołów o tym ogłaszamy – Was do śpiewania z nami drodzy rodzice zachęcamy.

Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina,
że Panna czysta porodziła Syna.

Chrystus się rodzi,
nas oswobodzi,
Anieli grają,
Króle witają,
pasterze śpiewają,
bydlęta klękają,
cuda, cuda ogłaszają.

Maryja Panna Dzieciątko piastuje
i Józef Święty Ono pielęgnuje.

Chrystus się rodzi...

Przybieżeli do Betlejem pasterze,
grając skocznie Dzieciąteczku na lirze.
Chwała na wysokości,
a pokój na ziemi.

Oddawali swe ukłony w pokorze
Tobie z serca ochotnego, o Boże!
Chwała...

Pójdźmy wszyscy do stajenki,
do Jezusa i Panienki.
Powitajmy Maleńkiego
i Maryję, Matkę Jego.

Witaj, Jezu ukochany,
od patryjarchów czekany,
od Proroków ogłoszony,
od narodów upragniony.

Narrator:
Za wysłuchanie naszych anielskich głosów ślicznie dziękujemy. Mamy nadzieję, iż spotkanie z anielskim chórem się Wam drodzy rodzice podobało, a przy tym wrażeń było nie mało. Za rok na pewno znów się spotkamy – wtedy na pewno kolejny specjalny, świąteczny koncert damy…
Teraz jednak serdecznie do wspólnej zabawy Was zapraszamy. Dziękujemy.




Jeśli natomiast chodzi o sam przebieg spotkania - to przyjęło ono taką formę:

1. Uroczyste przywitanie rodziców przybyłych na spotkanie przez wychowawców grupy, zachęcenie do zobaczenia części artystycznej przygotowanej z okazji zbliżających się Świąt przez dzieci.

2. Anielskie kolędowanie – część artystyczna przygotowana przez przedszkolaków skierowana do rodziców (załącznik 1).

3. Anielskie pierniczki – zajęcia warsztatowe, dzieci wraz z rodzicami w nawiązaniu do części artystycznej spotkania tworzą „pierniczki - aniołki”.

4. Opłatek i pastorałki – wspólne przełamanie się opłatkiem oraz kolędowanie.

5. Anielskie prezenty – rozdanie upominków, które przedszkolaki przygotowały dla swoich bliskich (aniołki złożone z koła zdobione srebrną i złotą farbą).

6. Podziękowanie za udział w spotkaniu, rozejście się do domów

Tu można wrzucać wszystko co może do czegokolwiek się przydać. NPC'ów, przedmioty, pomysły do przygód, wiersze, opowiadania... Po prostu wszystko. Może zacznę. To naprawde jest skutek inspiracji. Dość stary.

Było zimno. Jednolitą biel śnieżnych czap skrywających górskie szczyty i kotłującą się w dole chmurę burzy śnieżnej zdawał się przecinać niczym ostry nóż zbudowany wśród szczytów zamek. Porównanie to zaiste było trafne i nawet samo nasuwało się na myśl na widok strzelistej budowli z licnymi, wysokimi, ostro zakończonymi wieżycami. Barwy murównie można było stwierdzić albowiem od dawna zamek był pokryty śniegiem i lodem, tak, że stał się praktycznie niewidoczny. Wieku tych murów także nie sposób ocenić. Okolica nie była ani gościnna, ani sprzyjająca. Budowla zdawała się być opuszczona aczkolwiek pozostawiała w sercu obserwatora nieprzyjemne i powodujące dreszcze wrażenie uśpienia. Temu wszystkiemu z odwiecznym spokojem przyglądały się śnieżne orły, niepodzielni władcy mroźnego błękitu nad szczytami.

Sala była wysoka. Panował mrok gdzieniegdzie rozdarty smugami słabego światła dochodzącego z wysokich, wąskich okien. Sufit ginący w mroku podtrzymywały strzeliste, proste kolumny. Na samym końcu sali, na niewielkim podwyższeniu stał kamienny tron i stolik. Na tronie siedziała postać - nie do rozpoznania w ciemnościach. Blade światło dopalającej się świeczki nie sięgało postaci na tronie siedzacej w pozie zmęczenia i zrezygnowania.

Drzwi sali skrzypnęły cicho. Zwielokrotniony echem w ogromnym pomieszczeniu rozległ się odgłos - wpierw skrzypienia śniegu, następnie ciężkich butów uderzających żwawo o posadzkę dzwoniąc przy tym klamrami.
-Witaj przybyszu... - rozległ się cichy głos od strony tronu. Jakby wyprany z emocji i suchy.
-"Witaj przybyszu" powiadasz?! - gość nie zwolnił kroku i nadal dzwonił miarowo ciężkimi butami. - Zaiste kurdik kuna balanc powinienem ci takiego kopa w rzyć zasadzić obsrany rozcieńczony szyszkojedwabie, że byś do końca życia zapamiętał z czego mam buty zrobione! - donośny i odbijający się echem w pustej sali basowy głos wydobywał się zza pokrytej śniegiem gęstej brody. - Zamiast przypomnieć sobie co masz między nogami i wziąć się kurdik w garść, to ty znowu uciekasz do wnętrza swojego eee... tfu... umysłu, do jakiejś tam wyimaginowanej krainy i własnej samotni i myślisz, że ochronisz siebie i swoje emocje... Wybij to sobie z tego glinianego, pustego garnka, który nosisz na szyi i nazywasz głową, bo właśnie cię znalazłem i... ha! Nie, no... jakl babunię kocham, ty się prosisz o kopa. Trzeba było mnie słuchać... A teraz, na Moradina, weźmiesz się w garść i zrobisz co trzeba... - krasnolud porzerwał na chwilę, żeby nabrać oddechu...
-Ale...
-Ale to sponiewieroli górale! - krótki to był oddech - Nie powiem ci, żebyś od razu rzucal się na słońce, bo się po pierwsze oparzysz, a po drugie twierdzisz, że masz tę... jak to się mówi... dygresję i jesteś mroczny. Jasne... Zaiste bardziej mroczne to mam wiatry jak się kaszanki najem! Ale to tamto... Nocne niebo ci starczy, zwłaszcza, że blask gwiazd już ci się otarł o ramię. Ty śmiesz nazywać gwiazdozbiór wojownika, Noviona, swoim towarzyszem, ale mówię ci... On odważny, a ty dupa blada! O!

Zapadła cisza. Postać siedziała spokojnie. Krasnolud choć opryskliwy pod skorupą tych wyzwisk krył szczerą troskę o dobro starego przyjaciela. Brodacz jako jedyny i niemalże na przekór reszcie świata wierzył w przyjaciela i nigdy nie zwątpił w jego wartościowość.

-No! - rzekł jakby zmieszany drżącym głosem - Ale ten... Żeby nie było... Przyniosłem ci coś, bo se nie dasz rady...

Rzeczywiście, przybysz niósł pod pachą długi przedmiot owinięty w szmaty. Zaczął się szarpać, ale być może z nerwów, a być może w związku z niezręcznością zarówno sytuacji jak i palcy, nie wychodziło mu to. W końcu szmaty się rozdarły i na ziemię z głośnym dźwięcznym brzdękiem upadła mithrillowa motyka...

.
A ja mam kolejna porcję podyktowaną z góry Naszej góry

JEZUSA NARODZONEGO

1. Jezusa narodzonego wszyscy witejmy.
Jemu po kolędzie dary wzajem uoddejmy.
uOddejmy wesoło, skłaniajmy swe coło,
Skłaniajmy swe coło Panu nasemu.

2. uOddejmy tyz za kadzidło Panu nadzieję,
Ze Go bedziem widzieć w niebie, mówiąc to śmiele.
uOddejmy wesoło, skłaniajmy swe coło,
Skłaniajmy swe coło Panu nasemu.

3. uOddejmy za mirrę miłość na dowód tego
Ze Go nad wszystko kochomy z serca całego.
uOddejmy wesoło, skłaniajmy swe coło,
Skłaniajmy swe coło Panu nasemu.

DZISIAJ W BETLEJEM

1. Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem
Wesoła nowina
Że Panna czysta, że Panna czysta
Porodziła Syna

Chrystus się rodzi, nas oswobodzi,
Anieli grają, króle witają,
Pasterze śpiewają, bydlęta klękają,
Cuda, cuda ogłaszają

2. Maryja Panna, Maryja Panna
Dzieciątko piastuje
I Józef stary i Józef stary
Ono pielęgnuje

Chrystus się rodzi...

3. Choć w stajeneczce, choć w stajeneczce,
Panna Syna rodzi
Przecież On wkrótce, przecież On wkrótce
ludzi oswobodzi

Chrystus się rodzi...

4. Pójdźmy też i my, pójdźmy też i my
przywitać Jezusa
Króla nad królami, Króla nad królami
uwielbić Jezusa
Chrystus się rodzi...

W ŻŁOBIE LEŻY

1. W żłobie leży, któż pobieży, kolędować małemu,
Jezusowi Chrystusowi, dziś nam narodzonemu?
Pastuszkowie przybywajcie, Jemu wdzięcznie przygrywajcie
Jako Panu naszemu!

2. My zaś sami z piosneczkami, za wami pospieszymy,
A tak tego, maleńkiego, Niech wszyscy zobaczmy:
Jak ubogo narodzony, płacze w stajni położony,
Więc go dziś ucieszymy.

3. Naprzód tedy, niechaj wszędy zabrzmi świat w wesołości,
Że posłany jest nam dany Emmanuel w niskości!
Jego tedy przywitajmy, z aniołami zaśpiewajmy
Chwała na wysokości!

WŚRÓD NOCNEJ CISZY

1. Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
Wstańcie, pasterze, Bóg się wam rodzi!
Czym prędzej się wybierajcie,
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać Pana, przywitać Pana.

2. Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie
Z wszystkimi znaki danymi sobie.
Jako Bogu cześć Mu dali,
A witając zawołali
Z wielkiej radości, z wielkiej radości:

3. Ach, witaj Zbawco z dawna żądany,
Cztery tysiące lat wyglądany
Na Ciebie króle, prorocy
Czekali, a Tyś tej nocy
Nam się objawił.

4. I my czekamy na Ciebie, Pana,
A skoro przyjdziesz na głos kapłana,
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osobą
Chleba i wina, chleba i wina.

GDY ŚLICZNA PANNA

1. Gdy śliczna Panna, Syna kołysała,
Z wielkim weselem, tak Jemu śpiewała:
Li, li, li, li, laj, moje Dzieciąteczko
Li, li, li, li, laj, śliczne Paniąteczko

2. Wszystko stworzenie, śpiewaj Panu swemu,
pomóż radości, wielkiej sercu memu.
Li, li, li, li, laj, Wielki Królewicu,
Li, li, li, li, laj, niebieski dziedzicu.

3. Sypcie się z nieba, śliczni aniołowie
Śpiewajcie Panu niebiescy duchowie
Li, li, li, li, laj, mój wonny kwiateczku
Li, li, li, li, laj, w ubogim żłóbeczku.
Arctodus

Zwolniłem kroku krocząc przez wydawałoby się nietknięty cywilizacją las. Rośliny tworzyły gęste pachnące bukiety, a ciszę przerywały od czasu jedynie odgłosy skrzydlatych mieszkańców puszczy. Uniosłem głowę do góry, czerwone słońce opadało na ziemię kryjąc się za horyzontem. Krwista łuna roztaczała się przed moimi optykami, by przerodzić się w noc. Szedłem dalej kierując się wzdłuż drzew i omijając rozłożyste paprocie. Doszedłem do jakiejś sadzawki, niedużej, ale wystarczającej by zaspokoić pragnienie leśnych stworzeń każdego rozmiaru. Przystanąłem nad jej porośniętym pałkami wodnymi brzegiem, spoglądając w dal po drugiej stronie tafli. Wszędzie było tak spokojnie, drzewa i trawy wydawały się szeptać na lekkim wietrze, jakby nie chcąc burzyć ogarniającej to miejsce harmonii. Usiadłem na tylnich łapach podnosząc wzrok nieco wyżej ku niebu.

Jechałem na turbomotorze, siodło trzęsło się w rytm pracy głośnego silnika. Nade mną roztaczały się takie same chmury jak te tutaj. Czerwień odbijała się w powierzchni pustkowi Cybertronu, a kable powiewały na wietrze od pędu dudniącej maszyny…

Chwilę błogostanu przerwał pisk nietoperzycy do niedawna drzemiącej na mym grzbiecie:

Teraz gdzie? Kasen wie. Maximal północ zachód, Predcon południe wschód. Nieorganiczny Arctodus szuka. Czego?

Czego szuka nieorganiczny Arctodus…- powtórzyłem na tyle cicho na tyle ile było to możliwe z moim chropowatym głosem. Odwróciłem głowę w bok rzucając okiem na wczepioną w sierść Kasen. Spokoju. -odpowiedziałem, mrużąc lekko ślepia. Przymknąłem zazwyczaj eksponującą mordercze rzędy zębisk szczękę. Mięśnie warg napięły się nieznacznie, można było przysiąc, że na moim wiecznie lodowatym, pozbawionym emocji pysku pojawiło się zadowolenie.

Nieorganiczny Arctodus słucha? Nidy cisza, zawsze ruch. Zawsze życie. Gdzie ciemność? Tylko serce-iskra. Zrozumieć życie – odzyskać światło. Nie filozofia - życie. Kasen zwierze, prawa natury, proste.

Ku mojemu zdziwieniu, jej słowa, miały w sobie dużo racji. Ale jak zrozumieć życie?- spytałem niepewnie i opuściłem głowę wbijając wzrok w powierzchnię jeziorka. W wodzie odbijało się nocne, gwiaździste niebo razem z wpatrującym się w świetliste perełki falującym zdeformowanym obliczem. ...Ale czy trzeba je rozumieć? W jednej chwili w wodnym lustrze pojawił się zniekształcony, ale wyraźnie dostrzegalny uśmiech. Odwróciłem się spoglądając na skąpaną w ciemności głuszę. Światło wschodzącego księżyca migotało na spokojnej tafli posrebrzając chylące się ku niej liście pobliskich drzew. Świerszcze rozpoczęły koncert w kołyszącym się delikatnie kwieciu. Po przeciwległej stronie wodopoju pojawiły się futrzaste istoty pozbawione trwogi, chłepczące życiodajną ciecz prosto z zbiornika. Wszystko wydawało się wirować dookoła mnie ,a ja na moment przymknąłem powieki czując, że stracę równowagę.

Prawy bok mego ciała wydawał się śnieżnie lśnić wśród panujących mroków, otworzyłem oczy a wtedy jedno z nich błysnęło oślepiającym wręcz promieniem. Reflektor przeszył gęstwinę oświetlając przede mną drogę, wyskoczyłem przed siebie w niemalże dzikiej euforii. Torując sobie szlak jasnością biegłem przez knieje nie czując ani trwogi, ani zmęczenia. Wyskakiwałem nad pniami i kluczyłem pomiędzy przeszkodami, z niesamowitą łatwością i nadzwyczajną jak na moją masę lekkością…

Rwałem naprzód czując drgającą maszynerię. Las przeobrażał się w metalową drogę, wymijane z wielką prędkością drzewa wydawały się zanikać. Pędziłem tak samo jak wtedy, przed tysiącami lat, słysząc w audiosensorach dźwięki starej melodii…

I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world

I see skies of blue and clouds of white
The bright blessed day, the dark sacred night
And I think to myself, what a wonderful world…
Peja - głucha noc

Ref.:

Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Słuchaj to, sprawdź to, to Peja z Top Medi
Top Medi, Mientha krew za krew, połączenie stref
Nocna rozpierducha to nie blew
I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
Czasami jest taka nuda, że dłubie się w nim
Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
Przez biznes porażony w tym mieście jak gro
Każdemu lencenowi w mordę pluję
Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
I tak wokoło pełno geji pizga fuckie
A sam se biegam, ciągle biegam, biegam
Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PCP
Czekam to na ciebie, od razu dżejkiem cię skasuje
Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
A oni reprezentują mnie
Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
Bo ciągle klepie biedę
Samoobrona w kieszeni za zawsze na bicie
Niosą mnie dzieciaki pogrążone w gniewie
Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartcę uchwycę
Moje ukochane brudne ulice
Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak

Ref.

Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
Patrol interwencji fucha, zakuć nas, przetransportować
Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
Szybki dojazd na aleję, diabeł w ryj mi się śmieje
Myślę sobie oszalej, mają kolejne zgłoszenie
Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
Nie świadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
Głucha noc sto procent zakazane owoce
Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
Obrazy, trasy znam na pamięć większość
Wariat udowodnię męskość, szaleństwo, noce piekło
Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mientha słuchaj
Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba

Ref.

Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
Mientha many many, bez szacunku niedoceniany
Bajecznie nawdychani i ch*j WueRDe puenta
Splifar pora zaklęta
Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
Co się liczy, to się liczy co ci minę to nie zginie
Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
Następny dobry bandyta i WueRDe dragni
Na głowie mam to znani, bestialski wzrok
Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
A mefistofele, przyniosę twoim cierpieniom kres
Nie przespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest

Ref. (2x)
Decyzje zapadły i wnet w trzech osobnych grupach ruszyliście pogrążonym w mroku korytarzem ku swoim celom. Łuczywa, których chybotliwe płomienie kołysały się w rytmie niewidocznych podmuchów, pozwalały się ledwie orientować w położeniu. Hol był zbyt duży, by oświetlić go mogły cztery kaganki. Plamy cienia i półcienie zlowróżebnie czekały na należną im ofiarę. Żaden z was nie chciał nią zostać...

Cedryk, Horneth, Vladimir:

Odnalezienie komnaty Lorda trudne nie było. Vladimir pamiętał odrzwia w których ów zniknął. Dużo trudniej przyszło dobudzić go wbrew przeszkodom stawianym przez śpiącego przed jego drzwiami sługi. Jednak i on w końcu spojrzawszy w zimne jak grób oczy Tępiciela, dał za wygraną. Wszedł jednak obudzić Lorda. Nie było go chwilę, którą cała trójka petentów spędziła w pełnym napięcia milczeniu. Dopiero po kilku pacierzach komnata stanęła przed nimi otworem. Sługa wpuściwszy trzech nocnych dyskutantów zajął swe poprzednie miejsce. Oni jednak tego już widzieć nie mogli, byli bowiem w środku.

Lord nie zdążył się odziać i leżał teraz okryty ledwie pościelą z wdzianą na mocarny tors koszulą, przez której dekold wyzierały kosmate włosy. Był obficie owłosiony, co wśród ludzi z gminu było oznaką żywotności i chutliwości. Jak było w istocie, trudno było rzec a i chwila była nieodpowiednia by pytać. Sam Lord, z gniewnym obliczem zagaił rozmowę:

- Co was Panowie do mnie sprowadza o tej niecodziennej porze?

* * *

Razor, Daravel:

Komnatę Lady Juty również wskazał Vladimir. Znajdowała się dwoje drzwi przed drzwiami Lorda. Jednak w przeciwieństwie do komnaty Lorda, tu na straży stała śpiąca w małym przedsionku służka. Młoda dziewka obudzona w środku nocy ze snu, była straszliwie przerażona. Tylko temu, że przemawiał do niej cichym głosem elf, zawdzięczaliście, że nie podniosła alarmu od razu. Jadnak nie sposób było ją przekonać, by wpóściła nocą kogokolwiek do komnat swej Pani. Obyczajność na to nie zezwalała...

* * *

O'Haquer, Rohan, Francesco:

Komnata niewiele różniła się od swego stanu z chwili, kiedy wywlekliście stąd jednego ze swoich kompanów, pierwszego "gracza". Księga leżała, jak położono ją wcześniej, świeca podmieniona zdążyła zgasnąć babrząc biurko swoim woskiem, szachy... grały dalej swoją grę a strąconych figur tylko przybywało po obu stronach szachownicy. Odsuwając portrety znaleźliście jedynie z dawna nie usuwany kurz. I pajęczyny. I kiedy już mięliście wychodzić drzwi wychodzące z biblioteki na korytarz, jedyne prawdziwe i nie skryte, zadrżały pod czyimś naporem. Błyskawicznie zgaszony kaganego skąpał bibliotekę w ciemności. W ciszy słyszeliście skrzypnięcie zawiasów i przekleństwo wchodzącego, oświetlonego chybotliwym blaskiem oliwnego kaganka, człeka. Do biblioteki zawitał medykus opiekujący się na co dzień lordowskim synem Erykiem, Hubert...

-
Lucilla von Emmerick

Nocne rozgwieżdżone niebo wisiało nad ziemią niczym baldachim nad gigantycznym łożem. Karawana zatrzymała się na postój, kolorowe namioty wykwitły wśród traw, blask ognisk zdawał się odpowiadać na jakieś tajemne hasło odległych, zimnych gwiazd. Ciszę wypełniły rozmowy i śmiech, a przy jednym z palenisk, gdzie siedziała niewielka grupka obcych sobie, lecz połączonych wspólnym celem podróżnych, także melancholijny, dźwięczny głos, któremu wtórowały delikatne dźwięki niedużej harfy z pięknie rzeźbioną ramą.

- Nalej jeszcze wina, mój bracie,
Popatrz – wzeszedł już księżyc w pełni.
Bukłak ciężki od chmielnego srebra,
Jeden łyk – i przyjdzie czas
Pomknąć Drogą Snu...

Drogą Snu popędź konia!
Tu trawa błyszczy stalą,
Krwią – brzeszczot miecza.
Oto dla mnie i dla Ciebie –
Dwa ostrza dla tych, co się stali
Widmami na wieki.

Śpiewała jedyna w tym małym gronie kobieta. Odziana w skromną suknię barwy głębokiego błękitu i ciepły płaszcz, niebieskooka i szczupła. Na ramiona opadały wijące się blond włosy. Siedziała, nie było więc widać, że jest dość wysoka. U jej stóp leżał skórzany pokrowiec, w którym chroniła instrument w trakcie podróży. Obok – jej torba podróżna. Ci, którzy zdążyli ją poznać podczas drogi, wiedzieli, że choć jest raczej melancholijna i spokojna z usposobienia, nie stroni od ludzi, wręcz przeciwnie, bardzo lubi ich towarzystwo. Także dobór repertuaru świadczył, że miała marzycielską duszę.

- Wypijmy więc – do rana mamy czas,
A droga przed nami taka długa...
Tyś mój nieśmiertelny brat, a ja - siostra Twa,
Tak silny wieje wiatr, tak ciemna wokół noc,
Lecz wybraliśmy drogę swą – Drogę Snu...

Na Drodze Snu cicho brzęczą podkowy,
Płaszcz mgły opadł na ramiona,
A szron ukoronował nam czoła...
Ostrzem deszczu, cieniem obłoków – tym staliśmy się,
Lżejsi niż pióra w skrzydle sokoła.

Była młoda. Młoda - a już wdowa. A w każdym razie, cała rodzina i wszyscy znajomi chcieli z niej zrobić wdowę. Lucilla von Emmerick miała tego serdecznie dosyć. Owszem, o Edricku nie było wieści od blisko roku, lecz jego żona nie wierzyła, by zginął. Edrick był odważny. Był niespokojnym duchem i marzycielem, poszukiwaczem przygód. Lecz brawura nie leżała w jego naturze. Nie po to założył rodzinę, by zaraz potem przepaść bez wieści. Jeżeli nie mógł się z nią skontaktować, jeżeli nie wracał do domu, a przecież zawsze wracał – to znaczy, że coś mu stanęło na drodze i, być może, potrzebował pomocy. Jego żona powinna być przy nim. Właśnie to powiedziała rodzinie, gdy opuszczała miasto.

- Wypijmy więc, mój młody królu,
Marny nam przeznaczyły gwiazdy los.
Ni szczęścia, ni miłości, ni miłosierdzia czy też bólu,
Tylko księżyc i śnieżycę,
Wijącą się wstęgę Drogi Snu...

Drogą Snu – obok świata ludzi.
Co nam do Adama i Ewy,
Co nam do tego, jak żyje ziemia?
Tylko że nigdy, mój bracie-czarodzieju,
Nie znajdziesz swej królowej,
Ja zaś nigdy nie znajdę swego króla.

Nie pragnęła niczego innego, jak tylko odnaleźć Edricka. Znudziło jej się z drżeniem serca wypatrywać go przez okno, wyczekiwać gońca, który przyniósłby list od niego, wypytywać ludzi, czy nie słyszeli czego o odważnym, szlachetnym bohaterze, za jakiego uważała swego męża. Wbrew rodzinie, mimo zdroworozsądkowych porad przyjaciół, wyruszyła przed siebie. W tym była podobna do niego – idealistka, przekonana, że jej własny talent wystarczy, by utrzymać się, opłacić pokój w gospodzie, ciepłą strawę, by przetrwać chwile zwątpienia i samotności. Miała pewnie sporo szczęścia. A także krótki miecz ojca, którym umiała w razie potrzeby się posłużyć. Na szczęście, na razie nie miała ku temu okazji.

-Chcę zapomnieć, że ma krew
Chłodniejsza jest niż lód,
Nalej jeszcze wina, proszę Cię.
Popatrz – na dnie rozbłysła pożegnalna gwiazda,
Osuszę więc bukłak do dna
I z lekkim sercem pomknę Drogą Snu...

To było wczoraj. Dziś dotarli do ściany lasu. Lucilla popatrzyła nań z nadzieją. Gdzieś wśród tej zieleni, w sercu dzikiej tajemnicy, tak obcej człowiekowi, kryły się odpowiedzi, których poszukiwały. Być może była to jej jedyna szansa, by odnaleźć Edricka. Dlatego bez wahania weszła między drzewa za przewodnikiem, zaciskając dłoń na jedynej ozdobie, jaką nosiła – srebrnym wisiorze w kształcie na wpół rozwiniętego pąku róży, ślubnego podarunku od ukochanego. Choć słoneczne światło przytłumiło liściaste sklepienie, szła z uśmiechem.

>